Rogale świętomarcińskie

Listopad już wyraźnie czuć w powietrzu, zimniej się robi i ciemnej. A co robi poznaniak, jak mu listopadowo i zimno? Idzie po świętomarcińskie rogale! Jednakże przyznać trzeba, że pójście po rogale kłóci się z poznańską oszczędnością. Nie dalej jak w sobotę za jedną sztukę zapłaciłam 8 złotych, a im bliżej 11 listopada, tym będzie drożej. Tak więc poznaniak powinien zamiast po rogale udać się do sklepu po składniki i wykonać przysmak własnoręcznie. Co prawda nie znam żadnego poznaniaka, który by tak robił, ale ja jestem nietutejsza, więc mogę sobie pozwolić na profanację świętości i piec rogale jak tylko mi się zechce.

Znalazłam w sieci przepis, a nawet dwa. Postanowiłam zacząć od tego, który przedstawiono jako pochodzący od poznańskiego cukiernika, ten z oficjalnych stron Poznania wydawał się nie spełniać zasad (ciasto musi być półfrancuskie, jak mówią znawcy, a tam było po prostu drożdżowe). I ta pierwsza próba (w sobotę) wyszła prawie dobrze – ale wiemy wszyscy, co robi prawie. Tak więc w niedzielę podjęłam drugą próbę, skompilowałam oba przepisy, dodałam szczyptę fantazji i powstały rogale, których nie powstydziłam się poddać ocenie rodowitych pyr.

Wzięłam na ciasto:

  • 1 kg mąki pszennej
  • 6 jaj
  • 100 g masła do ciasta + 50 g do użycia przy wałkowaniu
  • 4 łyżki cukru
  • 50 g drożdży
  • 1 szklankę mleka

Czyli jak dotąd podobnie jak w przepisie ze strony Poznania, z drobnymi zmianami. Ale już nadzienie zrobiłam inaczej. Składniki na masę makową to:

  • 500 g białego maku
  • 100 g migdałów
  • pół szklanki cukru i ćwierć szklanki miodu
  • 1 białko jaja
  • olejek migdałowy i pomarańczowy lub jeśli ktoś woli kandyzowana skórka pomarańczowa, drobno posiekana
  • opcjonalnie rodzynki (należy je uprzednio namoczyć, żeby zmiękły, i domieszać do przygotowanej masy makowej)

No i lukier + posypka:

  • 250 g cukru
  • 125 ml wody
  • 1 łyżeczka octu
  • 200 g posiekanych orzechów, ja zrobiłam pól na pól laskowe i włoskie

No i jak już to wszystko się o kupy zbierze, można przystąpić do pracy.

Najsamprzód zalałam mak wrzątkiem i zostawiłam, żeby zmiękł.

Potem wzięłam się do zarabienia ciasta, które musi mieć czas na wyrośnięcie. Drożdże rozprowadziłam niewielką ilością ciepłego mleka. Jajka ubiłam z cukrem, dodałam do nich rozpuszczone i ostudzone masło, przesianą mąkę, mleko i drożdże. Wyrobiłam z tego ciasto, które dało się uformować w kulę. Odstawiłam je w dużej misce do wyrośnięcia. W ciepłym miejscu.

Kiedy ciasto sobie rosło, przygotowałam mak. Przekręciłam go przez maszynkę do mięsa razem z migdałami trzykrotnie, za drugim i trzecim mieleniem dodając po trochu cukier, miód, łyżeczkę olejku waniliowego i pomarańczowego. Gdybym jednak użyła skórki pomarańczowej, dodałabym ją dopiero po zmieleniu maku. Podobnie jak rodzynki, których jednak nie dodałam, bo ich nie lubię. Do zmielonego maku dodałam surowe białko i dokładnie wymieszałam z masą makową.

20111025-174605.jpg

Odpaliłam piec – 200 stopni C, grzanie z góry i z dołu.

Wyrośnięte ciasto wyłożyłam na lekko posypany mąką blat i rozwałkowałam. Rozpuściłam dodatkowe masło. I teraz, żeby ciasto ładnie się rozwarstwiało podczas pieczenia, robiłam tak: rozwałkowane ciasto posmarowałam masłem, złożyłam na pół i rozwałkowałam, posmarowałam masłem, złożyłam na pół i rozwałkowałam, posmarowałam masłem, złożyłam na pół i rozwałkowałam, posmarowałam masłem, złożyłam na pół i rozwałkowałam – i tak aż do wyczerpania masła albo cierpliwości. :)

Z rozwałkowanego ostatecznie na ok. 0,5 cm placka wycięłam trójkąty. Takie dość wydłużone, ostro zakończone. Przy podstawie nakładałam mak i zwijałam rogale. Po zwinięciu wszystkich wstawiłam je do nagrzanego pieca na ok. 20 min. Mniej więcej w połowie pieczenia, kiedy zauważyłam, że wierzch się już zrumienił, a spód jest dość blady, wyłączyłam górną grzałkę i całą moc dałam od spodu.

Kiedy rogale były już ładnie zabrązowione, wyjęłam je na kratkę do wystudzenia. W czasie, kiedy stygły, przygotowałam lukier. Cukier zalałam gorącą wodą i gotowałam „do nitki” – oznacza to, że kiedy wyjmie się z płynu łyżkę i spuści kroplę na talerzyk, ciągnie się za nią cukrowa niteczka. Kropla na talerzyku nie rozpływa się, tylko zastyga w takim kształcie, jak spadła. Wtedy dodałam ocet, zamieszałam i przelałam syrop do kamionkowej miski, nie polewanej wewnątrz. Ucierałam drewnianą pałką aż do ostygnięcia i zbielenia. Lukrem pokryłam rogale, a wierzch posypałam siekanymi orzechami.

Ilość składników w tym przepisie pozwala na zrobienie 18-20 rogali (trochę mniejszych niż w sklepie).

20111024-210421.jpg

Trochę to potrwało, ale było warto!

9 thoughts on “Rogale świętomarcińskie

  1. ja nie jestem z Poznania ale trafilam na strone rogalemarcinskie.pl gdzie istnieje możliwość zamówienia przez internet! wyborne

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s